Jutro wybory w Izraelu. Trzy problemy, dla których warto je śledzić.

Drukuj

Jutro odbędą się kolejne Knessetu, izraelskiego parlamentu, w których prawie na pewno zwycięży radykalnie prawicowa koalicja pod przywództwem obecnie urzędującego premiera Izraela Benjamina Netanyahu – Likud – Nasz Dom Izrael. Jeśli tak się stanie, “Bibi” Netanyahu zostanie tuż po Ben Gurione najdłużej urzędującym premierem Izraela. Przypuszczalnie Likud Nasz Dom wstąpi w koalicję wyborczą z grupą Żydowski Dom, jeszcze bardziej prawicową grupą niedawnego szefa kampanii Netanjahu. Ale to nie Netanyahu powinien przykuwać uwagę w tych wyborach, ale obecność i nieobecność pewnych tematów.

Kończąca się kampania wyborczą rodzi szereg podstawowych pytań o przyszłość:

1. Jak daleko na prawo da się jeszcze skręcić?

Jedynym z zaskoczeń tej kampanii to fakt, że jak bardzo na prawo posunęła się prawicowa narracja izraelskiej prawicy. Słuchając prawicowych przywódców w ostatnich dniach można by było uznać, że w tych wyborach liczą się wyłącznie głosy najbardziej nacjonalistycznych osadników. W tych wyborach idea ‘Wielkiego Izraela”, zajmującego całe terytoria od Morza Śródziemnego po rzekę Jordan, weszła zdecydowanie do mainstreamu izraelskiej debaty publicznej.

Powrót do granic Izraela do granic z 1967 roku (czyli sprzed – okupacji) jest niemożliwy. Nie wyobrażam sobie podziału Jerozolimy, bo nigdy się nie zgodzę na obecność Hamasu 400 metrów od mojego domu’ – mówi Netanjahu w dzisiejszym wywiadzie dla Guardiana. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym wykorzenić tysiące Żydów – tak Natanjahu mówi o nielegalnych osiedlach na Zachodnim Brzegu. W Starym Mieście Jerozolimy, które społeczność międzynarodowa uznaje za obszar nielegalnie anektowany przez Izrael, pojawiły się plakaty ‘Tylko Netanyahu ochroni Jerozolimę” i ‘Uwaga: granica z 67 roku.

Musimy wreszcie przeciwstawić się muzułmańskiemu radykalizmowi – żąda Naftali Benett, przeciwnik Netanjahu na prawicy, lider coraz bardziej popularnego jeszcze bardziej radykalnie nacjonalistycznego Żydowskiego Domu przebija Bibiego i proponuje aneksję całego obszaru C (62% terytorium palestyńskiego). Dziś jest to obszar kontrolowany przez armię izraelską, na terenie którego mieszka 500 tysięcy osadników. Bez tego obszaru nie ma mowy o państwie palestyńskim.

2. Jak długo temat okupacji i procesu pokojowego zostanie zamieciony pod dywanem?

Tak jak na dobre zagościł temat ‘Wielkiego Izraela’ w kampanii wyborczej tak znikł temat procesu pokojowego nie mówiąc o okupacji. Palestyńczycy? Jacy Palestyńczycy? Rosnąca marginalizacja tematu palestyńskiego w politycznej agendzie Izraela postępuje już od kilku lat. W tych wyborach nawet lewica izraelska nie uznała kwestii okupacji terytoriów palestyńskich za wystarczająco istotną, żeby uczynić ją przedmiotem kampanii wyborczej i skoncentrowała się na problemach ekonomicznych.

Temat został już dawno zamieciony pod dywan.

Tymczasem pod uwagę wzrastającą frustrację Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych postępującą polityką kolonizacji Palestyny (vide protesty w sprawie E1 czy poparcie dla obserwatorskiego statusu Palestyny na formum ONZ) nieobecność tematu zakończenia okupacji i wznowienia procesu pokojowego w agendzie politycznej pokazuje skalę alienacji Izraela.

‘Nieobecność tematu okupacji – jest dowodem na narodowy kryzys egzystencjalny, który sprawia, że cały demokratyczny proces wyborczy staje się pozbawiony znaczenia’ – pisze w piątkowym komentarzu Noam Sheizaf – redaktor niezależnego izraelskiego magazynu +972 Mag.

3. Czy palestyńscy obywatele Izraela zagłosują?

Sondaże wskazują, że uczestnictwo palestyńskich obywateli Izraela (którzy stanowią 20% populacji) po raz kolejny spadnie. Jeszcze lat temu frekwencja wśród Palestyńczyków izraelskich była taka sama jak wśród żydowskiej większości i wynosiła 75% . W poprzednich wyborach spadła do 50%.

Palestyńscy obywatele Izraela (nazywani Arabami Izraelskimi) czują się coraz bardziej wyalienowani z izraelskiej polityki, która staje się coraz bardziej oficjalnie anty – arabska. Jednym z niedawnych przykładów takiego działania była próba zablokowania udziału w wyborach Hanin Zuabi – jednej z najbardziej popularnych posłanek palestyńskich do Knessetu. Powód? Uczestnictwo w tureckiej flotylli, która próbowała dostarczyć pomoc humanitarną do Gazy w 2010 roku. Zuabi została uznana za zdrajczynię narodową i ‘terrorystkę’. I choć próba zablokowania Zuabi się nie udała, wzrasta poczucie, że Izraelska demokracja staje się demokracją jedynie dla Żydów.

W zeszłym tygodniu lewicowy dziennik Haarec, zaapelował do arabskich mieszkańców Izraela o udział w głosowaniu pisząc w edytorialu napisanym w języku arabskim, że ‘Arabska populacja nie ma lepszej alternatywy niż obywatelska walka, która wymaga cierpliwości. Arabscy obywatele muszą iść i głosować – za pokojem, za równością, za demokracją’. I choć część komentatorów uznaje ten ton za protekcjonalny do głosowania namawia również posłanka Zuabi – która twierdzi, że mimo wszystkich upokorzeń głos arabskiej mniejszości w Knesecie jest potrzebny.

Jeśli więc komuś leży na sercu przyszłość Izraela jako państwa wielu narodów, które realnie działa na rzecz pokoju Bliskim Wschodzie, trzymajmy kciuki za następne wybory, bo te, przynajmniej tym zakresie, są niestety przegrane.

Czytaj również